Jerzy Domański OFM,
Św. Maksymilian wobec Eucharystii,
Niepokalanów 1987

Wyboru fragmentów dokonał dr Wojciech Kosek

Ten tekst opublikowano tutaj w sobotę, 14. lipca 2018 r.

(s. 17-18) „Ojciec Kolbe troszczył się pilnie, aby utrzymać się w zjednoczeniu z Bogiem przez Niepokalaną. Trwał w łasce uświęcającej – zwykł był mówić: «Boję się nie śmierci, lecz grzechu» […] i starał się rosnąć coraz bardziej w miłości i coraz lepiej się modlić. W swym apostolstwie dawał zawsze miejsce Bogu, Jego łasce, stąd jego dzieła rozwijały się i przynosiły owoc, choć często był zmuszony posługiwać się ubogimi środkami. «Postać Sługi Bożego i jego apostolstwo – pisał w 1971 roku biskup Władysław Miziołek – są ostrzeżeniem przed nadmiernym a modnym dziś socjologizowaniem życia kapłańskiego, z zapomnieniem o jego najistotniejszych składnikach, jakimi są: powołanie, uświęcenie i udział w posłannictwie Chrystusa»”.

(s. 33) „Na półtora miesiąc przed święceniami kapłańskimi zapisał: «Miłość Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie (Hostii) ponad wszystko. On jest dla nas wszystkim» […] I w późniejszych latach kapłańskich przypominał sobie podczas rekolekcji, że «Eucharystia jest mocą duszy»”.

(s. 33-34) „Przyjmuj Pana Jezusa w Komunii św. i wszystko z rąk Jego z pokorną dyspozycją Najświętszej Maryi Panny przy Zwiastowaniu: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego»”.

(s. 34) „… według relacji siostry Szczęsnej Sulatyckiej, niepokalanki, która zetknęła się z ojcem Kolbem w grudniu 1926 roku w Zakopanem: «Przy pierwszym spotkaniu z ojcem Maksymilianem – zeznaje – uderzyła mnie przede wszystkim jego wiara. Weszłam do kaplicy […] Msza św. już się rozpoczęła, a ja byłam dość roztargniona. Ale wkrótce uderzył mnie sposób, w jaki ten nie znany mi kapłan odprawiał Mszę św., zmuszając mnie do modlitwy. Pomyślałam, że to musi być święty kapłan. Po Mszy św. byłam obecna przy jego dziękczynieniu: czynił je ze skupieniem i długo. […]»

(s. 36) „Przygotowywał się do Mszy św. […] z wielką troskliwością, a samą Mszę św. odprawiał […] z jak największym skupieniem, cały przejęty tajemnicą Najświętszej Ofiary. Dziękczynienie po Mszy św. czynił przynajmniej przez 20 minut i wtedy był całkowicie zatopiony w modlitwie”.

(s. 42) „Cześć św. Maksymiliana dla Eucharystii okazała się szczególnie w praktyce adoracji Jezusa Eucharystycznego, którą przejął od swoich rodziców, pielęgnował do końca życia i upowszechniał w swoim otoczeniu. Należy on niewątpliwie do najżarliwszych adoratorów Najświętszego Sakramentu, jakich zna historia Kościoła. Do ołtarza pociągała go miłość. Wiedział, że Sakrament Miłości można uczcić godnie tylko miłością”.

(s. 45) „W nowicjacie, w roku 1910/1911, jak pisze ojciec Anzelm Kubit, jeszcze bardziej «zrozumiał i przetrawił tę prawdę, że żyje dla Boga, dla Jego chwały, że najpierw własnym życiem ma Mu oddać cześć i od tego ma się zacząć jego praca. Więc oddał się jej całym sercem. Jego modlitwy były gorące, szczególnie po Komunii św., bo wtedy zaczęła się praktyka codziennego komunikowania. Jakże serdeczne i świeże były te dziękczynienia. Klęczał, nie oparty o klęcznik, z zamkniętymi oczyma, z twarzą promieniującą radością i pogodą nadprzyrodzoną»” .

(s. 59) „«Kochaj Niepokalaną całym sercem – napisał w roku 1937 jednemu z braci zakonnych – często się do Niej zwracaj aktami strzelistymi, choćby tylko myślą, a Ona nauczy cię odpłacać się Panu Jezusowi bezbrzeżną miłością za Jego miłość okazaną na krzyżu i w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza».

Wyraźnie piszą dwaj zakonnicy niepokalanowscy, a wierzą w to wszyscy: […] «Niepokalana jako prawdziwa Matka uczyła swego doskonałego Rycerza prawdziwej adoracji Króla Miłości i […] wtajemniczyła go w serdeczne zjednoczenie z Jezusem»”.

(s. 61-63) „…przejmował twórcę MI fakt, że Jezus Eucharystyczny daje się jako pokarm. Z sercem pełnym wdzięczności mówił Jezusowi: «Przychodzisz do mnie i jednoczysz się ze mną – ściśle, bo pod postacią pokarmu… Już teraz Krew Twoja płynie we krwi mojej, dusza Twoja, o Boże Wcielony, przenika duszę moją, umacnia ją i karmi… O cuda! Któż by śmiał przypuścić?…»

(s. 63) „Jakaż to łaska dana ludziom i jaka ich godność, że mogą uczestniczyć we Mszy św. i przystępować do Komunii św.! «Ona jest dostępna dla wszystkich bez wyjątku. Okres, kiedy Pan Jezus pozostaje w nas pod postaciami sakramentalnymi, jest najdroższym czasem w całym dniu. […] Dusza wówczas jest żywym tabernakulum, mało powiedzieć tabernakulum, jest czymś więcej. Wtedy dusza Pana Jezusa jednoczy się z naszą duszą i staje się duszą naszej duszy. Pojąć tego nie możemy, odczuć możemy tylko skutki. Ogromnie ważną modlitwą jest słuchanie Mszy św. i adoracja Najświętszego Sakramentu»” .

(s. 63-64) „Wielkie znaczenie dla skuteczności Eucharystii ma dobra intencja, jak też przygotowanie bezpośrednie do Mszy św. i Komunii św. oraz dziękczynienie po niej, które można i trzeba antycypować i przedłużać w ciągu dnia, szczególnie przez dobre wypełnianie swych obowiązków i troskę o sprawianie radości Najświętszemu Sercu Jezusa, pod matczynym okiem Niepokalanej”.

(s. 65) „«Gdy w życiu przyjaźń znajdzie w odpowiedzi obojętność – to boli! Jeśli ludzie światowi, wzgardzeni przez tych, których kochali, posuwają się do odbierania sobie życia, nie mogąc znieść doznanego bólu, podobnież wielki odczuwa ból i Najświętsze Serce Jezusowe, którego miłością wzgardzono». Toteż miłujące dusze «starają się wynagrodzić za inne dusze, które za bezgraniczną miłość odpłacają się Bożemu Sercu niewdzięcznością […] Za te akty wynagradzające Pan Bóg udziela się duszy coraz bardziej. Dusza odczuwa te łaski i za to jeszcze goręcej wynagradza Panu Bogu miłością za miłość»” .

(s. 71) „W uroczystość Niepokalanego Poczęcia – święto «w szczególniejszy sposób» Rycerstwa Niepokalanej – jego Założyciel zwykł był czynić, wraz z członkami ruchu, rachunek sumienia z kończącego się roku i pobudzać się do gorliwszej służby pod sztandarem Niepokalanej. Zapytywał: «Czyśmy się do Niepokalanej przez ten rok bardziej jeszcze przybliżyli? Czy miłość nasza ku Niej wzrosła? Czy przez Niepokalaną staliśmy się bliżsi Przenajsłodszemu Sercu Jezusowemu? Czy poufalej przestajemy z Jezusem w tabernakulum, a bardziej jeszcze po przyjęciu Go w Komunii św.? Czy pociąga nas Jego miłość na krzyżu i pobudza do odwzajemnienia się miłością ofiarną, naszym kosztem, cierpieniem dla Niego?» […] Wzywał, by szczególnie w tym dniu obmyć dusze w sakramencie pokuty i z wielką gorliwością przystąpić do Komunii św. «Po Komunii św. prosić będziemy znowu Niepokalaną, by Ona sama raczyła w duszy naszej przyjąć Pana Jezusa i sprawić Mu tę przyjemność, jakiej nigdy jeszcze dotąd nie doznał». Niech wynagrodzi Jezusowi za nasze niewierności i za grzechy całego świata i pobudzi nas do większej miłości”.

(s. 76) „Cel MI wykonać, i to jak najprędzej, tj. zdobyć cały świat i każdą duszę z osobna, która jest lub będzie do końca świata, Niepokalanej, a przez Nią Przenajświętszemu Sercu Jezusowemu. I dopilnować, by nikt sztandaru Niepokalanej z żadnej duszy nie usunął, a raczej ustawicznie pogłębiał miłość ku Niepokalanej w duszach […], by Ona sama żyła i miłowała (działała) w nich i przez nich […] Wówczas dusze pokochają Przenajświętsze Serce Jezusa tak, jak nigdy dotąd nie kochały, bo jak Ona zagłębią się w tajemnicach miłości: krzyża, Eucharystii, jak dotąd się nie zagłębiały. Miłość Boża zapali przez Nią świat i spali go, i nastąpi ‘wniebowzięcie’ dusz i miłości […] ubóstwienie w Niej i przez Nią całego świata”.